poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 2

Rebecka wyjrzała za okno. Po chodnikach, mimo wczesnej pory, chodzili ludzie. Na porannym niebie świeciło słońce, zalewając budynki pomarańczowo-złotym blaskiem. Na zachodzie widniał powoli zanikający księżyc. Piękno tego dnia burzyło tylko wspomnienie koszmaru. Rebecka wzdrygnęła się. Przez całą noc zastanawiała się nad znaczeniem snu. Szyderczy śmiech nawet teraz rozbrzmiewał w jej uszach. Nagle pojazd gwałtownie zahamował, wyrywając ją z zamyślenia. Drzwi otworzyły się z lekkim piskiem. Dziewczyna niechętnie wstała i wyszła na wąską uliczkę, na której stały sklepy pełne najróżniejszych przedmiotów-od przypraw, przez breloki, po ubrania i ręczniki. Uwagę przykuwał jeden z naszyjników. Był wykonany z onyksu, malachitu, opalu, turkusu i jakiegoś  dziwnego, tęczowego kamienia. Na czterech częściach amuletu był wyryty misterny wzór. Na opalu było widać słońce, na onyksie-księżyc, na turkusie-plażę, na malachicie- jelenia pod drzewem, piąta część, znajdująca się w środku amuletu była gładka. Rebecka oderwała wzrok od dziwnego talizmanu. Daniel stał kilkanaście metrów dalej i patrzył nagląco na dziewczynę. Czyżby aż tak długo stała i patrzyła się na naszyjnik? Raczej nie. Westchnęła i podeszła do przyjaciela. Od pewnego czasu przydarzały się jej dziwne rzeczy...
- Chodź, nie mamy dużo czasu...-powiedział chłopak tajemniczo i ruszył przed siebie.
Jakiego czasu? Przecież jest wcześnie-pomyślała Rebecka, choć miała wrażenie, że Daniel mówił o czymś innym, niż godzina.
Podbiegła do niego szybko, zerkając ukradkiem na naszyjnik.
Muszę go mieć-myślała patrząc na amulet. Nie była do końca pewna dlaczego tak bardzo chciała go posiadać- może dlatego, że był bardzo ładny, a może dlatego, że emanowało od niego coś dziwnego, mistycznego...
Po kilku minutach zza budynków wyłonił się Akropol-w promieniach słońca zniszczona przez czas świątynia zdawała się być ze złota, a wzniesienie błyszczało niczym brylanty. Daniel zdawał się nie zauważać pięknego widoku. Szedł przed siebie szybkim krokiem tak, jakby ktoś go gonił. Podszedł do kas i, ku zdziwieniu idącej za nim Rebecki, nie kupił biletu. Jak gdyby nigdy nic zaczął wchodzić na Parthenon. Nagle zrobiło się cicho. Ledwo słyszalny wiatr ucichł zupełnie, liście przestały szeleścić, nawet żwir jakby mniej chrzęścił pod stopami. Ciszę przerwał łopot skrzydeł. Dużych skrzydeł. Daniel zaczął iść szybciej, prawie biegł. Zatrzymał się dopiero przy Parthenonie. Wszedł między kolumny. Na chwilę zniknął dziewczynie z oczu. Kiedy do niego doszła patrzył na kuliste wgłębienie w podłodze. Schylił się i włożył w nie złotą kulę. Zaczęło się robić coraz jaśniej. Rebecka zasłoniła twarz dłonią. Nie pomogło. Blask przestał oślepiać dopiero, kiedy zamknęła oczy.
***
Nastolatka powoli podniosła powieki. Na pozór stała w tym samym miejscu. Nadal otaczały ją kolumny, nadal stała na kamiennej podłodze. Tyle że kolumny były nieskazitelnie białe i błyszczące, a podłoga równa i pozbawiona pęknięć. Przed nią stała ubrana w togę kobieta. Daniel ukłonił się przed nią i spojrzał znacząco na przyjaciółkę. Chcąc nie chcąc Rebecka również się ukłoniła. 
- Przyszedłem, tak jak kazałaś-odezwał się nastolatek.
- Zauważyli was?-spytała nieznajoma.
- Niestety tak.
- Przepraszam, ale możecie mi to wytłumaczyć?! To jakiś żart? Jestem w ukrytej kamerze?-wykrzyknęła Rebecka.
Kobieta wymieniła spojrzenia z Danielem.
- Jesteś na Olimpie, w siedzibie bogów.